Z perspektywy Jake'a
Obudził mnie głośny dźwięk budzika.Jęknąłem odwracając się na drugi bok, jednocześnie sięgając ręką w stronę zegarka.
Kiedy już całkowicie zamilkł, przykryłem twarz poduszką.
"Jak zdrzemnę się jeszcze z pięć minut, to chyba się nic nie stanie".
Jednak nie było mi dane, wylegiwanie się w łóżku. Po chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się z impentem, a do środka wparował mój starszy brat.
- Wstawaj! - zawołał jednocześnie zsuwając ze mnie kołdrę.
- Spieprzaj - warknąłem.
Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia.
- Wstawaj. Gdyby matka nie kazałaby mi tu przyjść, nie byłoby mnie tutaj - wzruszył ramionami - więc albo wychodzisz z łóżka, albo powiem jej, że nie masz ochoty jechać w sobotę na wyścigi.
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia.
- Nie odważysz się.
- A jednak - zaśmiał się Kevin i poszedł w stronę drzwi.
- Idiota. - mruknąłem siadając.
- Zuch chłopak - uśmiechnął się z wyższością i wyszedł.
Jeszcze przez chwilę siedziałem, ale na ziemię sprowadził mnie zegarek na którym widniała godzina 7.28.
- Cholera, muszę się pośpieszyć.
Podeszłem do szafy i wygrzebałem z niej czarne rurki i czarną koszulke na krótki rękaw z napisem "Lewa w Górę!".
Uniosłem kąciki ust. Jest to tekst znany tylko nam - motocyklistom.
Poszedłem się odświerzyć do łazienki, gdzie następnie przebrałem się w przygotowane ubrania.
Wchodząc do kuchni, poczułem smakowitą woń jajecznicy. Zaburczało mi w brzuchu.
- Cześć kochanie - przywitała się mama - nałożyć ci?
- Tak - powiedziałem, patrząc jak Kevin zwija się ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne - syknąłem siadając przy stole.
- Kochanie, podwieźć cię do szkoły? - udawał głos naszej rodzicielki.
- Odczep się.
Piętnaście minut później byłem gotowy do wyjścia. Wziąłem kluczyki od samochodu, pożegnałem się z mamą, rzuciłem mordercze spojrzenie Kevinowi i poszedłem.
Na dworze mocno już przygrzewało słońce.
Rozsunąłem bramę garażową i moim oczom ukazało się srebne volvo.
Dostałem je od taty na moje siedemnaste urodziny.
Fajnie, że dał mi prezent. Jednak wolałbym gdyby częściej bywał w domu i miał dla nas więcej czasu. Ale on jest zajęty tą swoją pracą. Nawet jeśli przychodził, to zamykał się w gabinecie i cały dzięń wypełniał jakieś papiery lub do kogoś wydzwaniał.
Westchnąłem, jednocześnie odpalając silnik.
To tak, jakbym w ogóle nie miał ojca.
Pomału wyjechałem z garażu kierując się na główną drogę. Kiedy się tam znalazłem, znacznie przyśpieszyłem.
Po niecałych półgodzinach, znalazłem się na szkolnym parkingu.
Muszę przyznać, że większość ludzi w Sydney ma wypasione auta.
Szukając wolnego miejsca, przejeżdżałem od różnego rodzaju Ferrari po Audi.
Wreszcie znalazłem miejsce pomiędzy najnowszym Volkswagenem, a również nie starym BMW.
Przy nich moje Volvo wyglądało dość staro.
Idąc w stronę wejścia głównego szkoły usłyszałem głośne wołanie.
-Jake! Jake!
Na dźwięk tego głosu, odwróciłem się z uśmiechem.
- Scott! - zawołałem machając.
Obok niego szedł żwawo Max.
Scott i Max to moi najlepsi kumple. Znamy się od pieluchy i nigdy nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
- Siema brachu! - poklepał mnie po plecach Maxim.
Po wymienieniu kilku zdań na temat pogody, ruszyliśmy we trójkę do szkoły.
- W weekend mam wolne mieszkanie - zaczął Scott - rodzice wyjeżdżają w góry na delegację i zgodzili się na "małą" imprezkę. Bylebyśmy nic nie potłukli.
- Mi tam pasi - uśmiechnąłem się.
- Mi też.
- Zapraszamy jeszcze kogoś? - zapytał Max.
- Możemy - pokiwał głową Scott.
- Zajmę się tym - zaproponowałem.
Zgodzili się.
- Zaproś: Scarlett, Megan, Kate, Luke'a, Willa,.... - Maxowi przerwał dzwonek na lekcje
Chociaż raz był pożyteczny.
Pierwszą lekcją była fizyka. Siedziałem ze Scottem, zaś Max siedział za nami z Willem. Jak zwykle śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Lekcja nie interesowała nas, ani trochę.
- Dosyć tego! - krzknęła pani Foster, strasząc nas swoim zachrypniętym głosem.
- Nie mam zamiaru czegoś takiego tolerować. Wszyscy zabrać se sobą rzeczy i stanąć na środku klasy. - rozkazała.
Zacząłem pakować piórnik i ksiązki do plecaka, po czym udałem się, razem z innymi uczniami na środek.
- Każdy z was - zaczęła nauczycielka - będzie siedzieć z płcią przeciwną.
Pani Foster, jak zadycedowała, tak też zrobiła. Zaczęła nas rozsadzać.
- Jake .... ty usiądziesz razem z .... Kate - machnęła ręką, w stronę jednej z ławek.
Z niechęcią popatrzyliśmy na siebie.
Świetnie, pomyślałem, nie ma to jak siedzieć z tą idiotką.
Ociągając się podeszłem do wyznaczonego nam miejsca, co chwilę zerkając morderczym spojrzeniem w stronę dziewczyny.
Kiedy zajęliśmy miejsca obok siebie, czym prędzej się przesuneliśmy, z obrzydzeniem, w dwie różne strony.
Nie wiem jak, ale udało mi się przetrwać do końca lekcji. Dziś, już po raz drugi dziękowałem dzwonkowi, że zadzwonił.
Wychodząc z klasy, wpadłem na kogoś. Kiedy przyjrzałem się owej osobie. Moje usta wygięły się w drwiącym uśmiechu. Jednak nie zdążyłem nic powiedzieć.
- Patrz jak łazisz - powiedziała ostrym tonem Kate.
- To nie ja w ciebie weszłem - wzruszyłem obojętnie ramionami.
Ona nic nie powiedziała, zmierzyła mnie ostrym spojrzeniem i poszła do czekających, kawałek dalej, jej przyjaciółek.
~~
Dzień w szkole minął mi w miarę szybko. Zaraz po skończonych lekcjach udałem się na tor wyścigowy.
W przyszłą sobotę mam zawody i muszę się przygotować.
Po drodze spotkałem Hanka - mojego osobistego trenera.
Jest to wysoki, nieźle zbudowany mężczyzna, z jasnymi, blond włosami i niebieskimi oczami. Muszę przyznać, że ma wielkie powodzenie u ładnych lasek.
- Wreszcie jesteś - przywitał się.
W odpowiedzi lekko skinąłem głową i ruszyłem w stronę garażów, gdzie trzymałem swojego ścigacza.
- Chyba nie jesteś w dobrym chumorze, co? - zapytał Hank, doganiając mnie.
- Niestety.
- Dawaj! Wyżal się trenerowi! - zawołał klepiąc mnie po plecach.
- Do końca szkoły muszę siedzieć na fizyce z taką jedną dziewczyną .. - zacząłem.
- No to masz szczęście - zagwizdał Hank.
- Właśnie o to chodzi, że nie - mruknąłem - jest to najgorsza, najwredniejsza, najbardziej zadufana w sobie, najkąśliwsza osoba jaką znam. Najlepsze jest to, że moim kumplom się podoba. Nie wiem co oni widzą w niej ładnego.
- Widzisz, istnieją gusta i guściki.
- Podobno - przewróciłem oczami - to co? Zaczynamy? - zapytałem wyprowadzając motocykl i kierując się w stronę toru.
- Zaczynamy!
Trening minął mi błyskawicznie i przyjemnie. Kilka razy pobiłem mój dotychczasowy rekord. Byłem z siebie dumny. Może uda mi się coś wygrać, w zbliżającym się turnieju.
Wracając do domu, natknąłem się na Angelikę - koleżankę z klasy, która według informacji jakie do mnie dotarły, podkochuje się we mnie. Jednak, mimo iż była ładną i atrakcyjną dziewczyną, nie kręciła mnie ani trochę.
- Podwieźć cię? - zaproponowałem, zatrzymując się obok niej.
- Jakbyś mógł - uśmiechnęła się promiennie, wsiadając do auta.
- Żaden problem sąsiadko - zaśmiałem się, na co mi zawtórowała.
- Wracasz z treningu? - spytała, wyciągając swoje długie nogi.
- Tak.
- Mhmmmm i jak było? - patrzyła na mnie figlarnie, spod masy rzęs.
- Dobrze - nic sobie z tego nie robiłem.
Po chwili zajęchałem pod jej dom.
- Dziękuję - szepnęła i delikatnie pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co - delikatnie się uśmiechnąłem.
Chwilę jeszcze patrzyłem za nią, aż w końcu zniknęła za drzwiami. Uśmiechnąłem się pod nosem i podjechałem na podjazd do mojego garażu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz