poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 1

Z perspektywy Jake'a

Obudził mnie głośny dźwięk budzika.
Jęknąłem odwracając się na drugi bok, jednocześnie sięgając ręką w stronę zegarka.
Kiedy już całkowicie zamilkł, przykryłem twarz poduszką.
"Jak zdrzemnę się jeszcze z pięć minut, to chyba się nic nie stanie".
Jednak nie było mi dane, wylegiwanie się w łóżku. Po chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się z impentem, a do środka wparował mój starszy brat.
- Wstawaj! - zawołał jednocześnie zsuwając ze mnie kołdrę.
- Spieprzaj - warknąłem.
Nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia.
- Wstawaj. Gdyby matka nie kazałaby mi tu przyjść, nie byłoby mnie tutaj - wzruszył ramionami - więc albo wychodzisz z łóżka, albo powiem jej, że nie masz ochoty jechać w sobotę na wyścigi.
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia.
- Nie odważysz się.
- A jednak - zaśmiał się Kevin i poszedł w stronę drzwi.
- Idiota. - mruknąłem siadając.
- Zuch chłopak - uśmiechnął się z wyższością i wyszedł.
Jeszcze przez chwilę siedziałem, ale na ziemię sprowadził mnie zegarek na którym widniała godzina 7.28.
- Cholera, muszę się pośpieszyć.
Podeszłem do szafy i wygrzebałem z niej czarne rurki i czarną koszulke na krótki rękaw z napisem "Lewa w Górę!".
Uniosłem kąciki ust. Jest to tekst znany tylko nam - motocyklistom.
Poszedłem się odświerzyć do łazienki, gdzie następnie przebrałem się w przygotowane ubrania.
Wchodząc do kuchni, poczułem smakowitą woń jajecznicy. Zaburczało mi w brzuchu.
- Cześć kochanie - przywitała się mama - nałożyć ci?
- Tak - powiedziałem, patrząc jak Kevin zwija się ze śmiechu.
- Bardzo śmieszne - syknąłem siadając przy stole.
- Kochanie, podwieźć  cię do szkoły? -  udawał głos naszej rodzicielki.
- Odczep się.
Piętnaście minut później byłem gotowy do wyjścia. Wziąłem kluczyki od samochodu, pożegnałem się z mamą, rzuciłem mordercze spojrzenie Kevinowi i poszedłem.
Na dworze mocno już przygrzewało słońce.
Rozsunąłem bramę garażową i moim oczom ukazało się srebne volvo.
Dostałem je od taty na moje siedemnaste urodziny.
Fajnie, że dał mi prezent. Jednak wolałbym gdyby częściej bywał w domu i miał dla nas więcej czasu. Ale on jest zajęty tą swoją pracą. Nawet jeśli przychodził, to zamykał się w gabinecie i cały dzięń wypełniał jakieś papiery lub do kogoś wydzwaniał.
Westchnąłem, jednocześnie odpalając silnik.
To tak, jakbym w ogóle nie miał ojca.
Pomału wyjechałem z garażu kierując się na główną drogę. Kiedy się tam znalazłem, znacznie przyśpieszyłem.
Po niecałych półgodzinach, znalazłem się na szkolnym parkingu.
Muszę przyznać, że większość ludzi w Sydney ma wypasione auta.
Szukając wolnego miejsca, przejeżdżałem od różnego rodzaju Ferrari po Audi.
Wreszcie znalazłem miejsce pomiędzy najnowszym Volkswagenem, a również nie starym BMW.
Przy nich moje Volvo wyglądało dość staro.
Idąc w stronę wejścia głównego szkoły usłyszałem głośne wołanie.
-Jake! Jake!
Na dźwięk tego głosu, odwróciłem się z uśmiechem.
- Scott! - zawołałem machając.
Obok niego szedł żwawo Max.
Scott i Max to moi najlepsi kumple. Znamy się od pieluchy i nigdy nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
- Siema brachu! - poklepał mnie po plecach Maxim.
Po wymienieniu kilku zdań na temat pogody, ruszyliśmy we trójkę do szkoły.
- W weekend mam wolne mieszkanie - zaczął Scott - rodzice wyjeżdżają w góry na delegację i zgodzili się na "małą" imprezkę. Bylebyśmy nic nie potłukli.
- Mi tam pasi - uśmiechnąłem się.
- Mi też.
- Zapraszamy jeszcze kogoś? - zapytał Max.
- Możemy - pokiwał głową Scott.
- Zajmę się tym - zaproponowałem.
Zgodzili się.
- Zaproś: Scarlett, Megan, Kate, Luke'a, Willa,.... - Maxowi przerwał dzwonek na lekcje
Chociaż raz był pożyteczny.
Pierwszą lekcją była fizyka. Siedziałem ze Scottem, zaś Max siedział za nami z Willem. Jak zwykle śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Lekcja nie interesowała nas, ani trochę.
- Dosyć tego! - krzknęła pani Foster, strasząc nas swoim zachrypniętym głosem.
- Nie mam zamiaru czegoś takiego tolerować. Wszyscy zabrać se sobą rzeczy i stanąć na środku klasy. - rozkazała.
Zacząłem pakować piórnik i ksiązki do plecaka, po czym udałem się, razem z innymi uczniami na środek.
- Każdy z was - zaczęła nauczycielka - będzie siedzieć z płcią przeciwną.
Pani Foster, jak zadycedowała, tak też zrobiła. Zaczęła nas rozsadzać.
- Jake .... ty usiądziesz razem z .... Kate - machnęła ręką, w stronę jednej z ławek.
Z niechęcią popatrzyliśmy na siebie.
Świetnie, pomyślałem, nie ma to jak siedzieć z tą idiotką.
Ociągając się podeszłem do wyznaczonego nam miejsca, co chwilę zerkając morderczym spojrzeniem w stronę dziewczyny.
Kiedy zajęliśmy miejsca obok siebie, czym prędzej się przesuneliśmy, z obrzydzeniem, w dwie różne strony.
Nie wiem jak, ale udało mi się przetrwać do końca lekcji. Dziś, już po raz drugi dziękowałem dzwonkowi, że zadzwonił.
Wychodząc z klasy, wpadłem na kogoś. Kiedy przyjrzałem się owej osobie. Moje usta wygięły się w drwiącym uśmiechu. Jednak nie zdążyłem nic powiedzieć.
- Patrz jak łazisz - powiedziała ostrym tonem Kate.
- To nie ja w ciebie weszłem - wzruszyłem obojętnie ramionami.
Ona nic nie powiedziała, zmierzyła mnie ostrym spojrzeniem i poszła do czekających, kawałek dalej, jej przyjaciółek.

~~

Dzień w szkole minął mi w miarę szybko. Zaraz po skończonych lekcjach udałem się na tor wyścigowy.
W przyszłą sobotę mam zawody i muszę się przygotować.
Po drodze spotkałem Hanka - mojego osobistego trenera.
Jest to wysoki, nieźle zbudowany mężczyzna, z jasnymi, blond włosami i niebieskimi oczami. Muszę przyznać, że ma wielkie powodzenie u ładnych lasek.
- Wreszcie jesteś - przywitał się.
W odpowiedzi lekko skinąłem głową i ruszyłem w stronę garażów, gdzie trzymałem swojego ścigacza.
- Chyba nie jesteś w dobrym chumorze, co? - zapytał Hank, doganiając mnie.
- Niestety.
- Dawaj! Wyżal się trenerowi! - zawołał klepiąc mnie po plecach.
- Do końca szkoły muszę siedzieć na fizyce z taką jedną dziewczyną .. - zacząłem.
- No to masz szczęście - zagwizdał Hank.
- Właśnie o to chodzi, że nie - mruknąłem - jest to najgorsza, najwredniejsza, najbardziej zadufana w sobie, najkąśliwsza osoba jaką znam. Najlepsze jest to, że moim kumplom się podoba. Nie wiem co oni widzą w niej ładnego.
- Widzisz, istnieją gusta i guściki.
- Podobno - przewróciłem oczami - to co? Zaczynamy? - zapytałem wyprowadzając motocykl i kierując się w stronę toru.
- Zaczynamy!
Trening minął mi błyskawicznie i przyjemnie. Kilka razy pobiłem mój dotychczasowy rekord. Byłem z siebie dumny. Może uda mi się coś wygrać, w zbliżającym się turnieju.
Wracając do domu, natknąłem się na Angelikę - koleżankę z klasy, która według informacji jakie do mnie dotarły, podkochuje się we mnie. Jednak, mimo iż była ładną i atrakcyjną dziewczyną, nie kręciła mnie ani trochę.
- Podwieźć cię? - zaproponowałem, zatrzymując się obok niej.
- Jakbyś mógł - uśmiechnęła się promiennie, wsiadając do auta.
- Żaden problem sąsiadko - zaśmiałem się, na co mi zawtórowała.
- Wracasz z treningu? - spytała, wyciągając swoje długie nogi.
- Tak.
- Mhmmmm i jak było? - patrzyła na mnie figlarnie, spod masy rzęs.
- Dobrze - nic sobie z tego nie robiłem.
Po chwili zajęchałem pod jej dom.
- Dziękuję - szepnęła i delikatnie pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co - delikatnie się uśmiechnąłem.
Chwilę jeszcze patrzyłem za nią, aż w końcu zniknęła za drzwiami. Uśmiechnąłem się pod nosem i podjechałem na podjazd do mojego garażu.

sobota, 16 maja 2015

Prolog

Zboża kuły moje nogi.
Oddech był ciężki.
Bolały mnie zadane przez nich rany.
Krew spływała z mojej brwi. Dotknęłam jej. Spojrzałam na swój palec, którego pokrywała krew.
Nie potrafiłam wstać.
Leżałam spoglądając na zboża, które dzisiejszego dnia, tak delikatnie falowały.
Nawet nie wiem, kiedy moje policzki pokryły się łzami.
Może to był wynik stresu.
A może po prostu bólu?
Nie płakałam. Same łzy cisnęły mi się po policzkach. Nie wiedziałam czemu.
Może miałam po prostu uczulenie.
Nie miałam, dlaczego płakać-tłumaczyłam.
To wszystko już się stało...na to wszystko nie ma już lekarstwa.
Głos uwiązł mi w gardle. Przymknęłam oczy.
Dobrze, aby było mi dane tutaj umrzeć.
Przynajmniej nie męczyłabym się.
Otworzyłam znowu oczy spoglądając na błękitne niebo.
Odwróciłam głowę, nadal je ilustrując. Dużo chmur i granatowe niebo, po lewej stronie, chciało w końcu zająć miejsce, pięknego, bezchmurnego, nieba.
Nie wiem, ile minęło czasu.
Nie liczyłam się z tym.
Poczułam jak deszcz pozbywa mnie krwi z moich ramion, brzucha, twarzy i nóg.
Wzięłam głęboki oddech.
Wybuchłam płaczem.
Tak długo skrywałam to w sobie, że w końcu moje uczucia dały o sobie znać.
W końcu usłyszałam swój głos. Jęk, który za każdym razem wydobywałam, gdy mój brzuch chociaż trochę się napinał. Usłyszałam swoje łkanie.
Usłyszałam siebie.
Prawdziwą siebie.
Ubrania lepiły się do mnie.
Rany paliły.
Obraz rozmazywał mi się przed oczami.
Czy tak właśnie wygląda śmierć?

piątek, 15 maja 2015

Przedstawienie Postaci

Kate:

Jest to nie wysoka, drobna szesnastolatka. Ma długie, czarne włosy. Niebieskie oczy i jasną skórę.
Uwielbia czarne ciuchy i skórzane kurtki.
Jej hobby to taniec.
 Na pierwszy rzut oka, wydaje się miła, nieśmiała i delikatna.
Jednak są to tylko pozory. 
Nie lubi, jak podważa się jej zdanie, jak się ją wykorzystuje.
Jest uparta i pyskata. 
Kiedy przychodzi co do czego, potrafi się odezwać, stanąć po stronie słabszych. 
Nie jest zbyt lubiana w szkole.
Jej wrogiem, numer jeden jest: Jake.







Jake:


Chłopak jest bardzo wysoki. 
Ma ciemną karnację, czarne oczy i jest bardzo umięśniony.
Jego hobby to mieszane sztuki walki - MMA. Oprócz sztuk walk, uwielbia jeździć na ścigaczach. Sam posiada jednego.
Od pierwszego wejrzenia widać, że chłopak jest pewny siebie, lekko zarozumiały.
Lubi pomagać innym, jest bardzo uczynny.
Nie daje się innym wykorzystywać. Często jest uszczypliwy do ludzi, którzy są jego zdaniem, zadufani w sobie.
Uważany jest w szkole za największego przystojniaka. 
Jest bardzo lubiany.
Jego wrogiem, numer jeden jest: Kate.